piątek, 3 maja 2013

12 mgnień kwietnia (+ marcowy gratis)

   Kwiecień już się skończył, choć przysiąc bym mogła, że dopiero się zaczął. Spędziliśmy go na placu zabaw, mówiąc najogólniej. Słońce sprawiło, że w człowieka wstępuje energia, ciągnie to Małe piąty raz na plac zabaw, żeby się po dłuugiej zimie dotleniło, darmowej witaminki D nałapało i nawiązało nowe znajomości. I co tam, że w domu piach aż chrzęści pod stopami, że balkonowe okno nadal nie umyte a obiad dla Taty gotowany na szybkiego, albo i nie gotowany wcale... My się już w domu nasiedzieliśmy i ani sekundki dłużej nie zamierzamy. 
   W końcu udało nam się kupić część mebli do pokoju Natanka. Jakich, niech to na razie pozostanie tajemnicą, powiem tylko, że jestem bardzo z nich zadowolona, czekamy więc na przypływ gotówki, bo do kupienia zostały jeszcze półka, biurko i dwie półeczki wiszące. Pokój już jest całkiem inny, jak dopnę na ostatni guzik - pokażę:)
Pełna konspira, czyli imieninowe kwiatki od moich Chłopaków. Najsłodszy bukiet, jaki w życiu dostałam:)

Idzie rak, nieborak...

Puzzle 27-częściowe już opanowane perfekt:)
Uwielbiam takie poranki
Tuptamy
Babki  - hurt Tata made:)
Nie, nie, on stamtąd nie zjeżdżał :) Wdrapywał się ile mógł i ślizg, cwaniaczek mały:)
Czerwień:) Natanek wciąga te truskawy rach-ciach
Chodnikowy Picasso
GRATIS. Nie kwietniowo, ale powstrzymać się nie mogłam.
   Co nam jeszcze dał kwiecień dobrego? Duuużo. Więc tak, odpieluchowaliśmy się już na dobre w grudniu, ale śmiganie bez pieluchy w plenerze, to dla nas nowość totalna. Nie wiem już sama jak tę dupkę ubrać, żeby w tym piachu, co w nim klapie mi nie zmarzła; latam za synem tym moim ciągle się go dopytując, czy nie chce siusiu. A on? Jakby nigdy nic biega sobie i w razie potrzeby mamę informuje. Wpadki nie zaliczyliśmy póki co. 
   Od- się również butelkowaliśmy. A bo to małe wypijało hektolitry płynów z butli, a potem jeść ani grama mi nie chciało; otoczenie i sam zainteresowany padały ofiarami licznych powodzi powodowanych przez wycmokanego już smoka a zęby psuły się od ciągłego z cukrem kontaktu. I wprawdzie kiedyś (z 2 miesiące temu) polegliśmy w walce o butlę - kubeczek został oddelegowany po jednym nocnym przebudzeniu. Argument? Krzyk, furia i wymioty. Teraz jednak po całodziennym marudzeniu Nacio przespał noc, a senny reset sprawił, że o butli zapomniał:) Dumnam, szczęśliwam, już prawie 2 tygodnie na kubeczku 360 i wszyscy żywi. A jak się to to ze szklanki pić naumiało, jak jeść zaczęło:) 
   Od 25 kwietnia Natan stał się Na-tanem. Dotąd był Ta-tanem lub Naną:)
   A więc kwiecień u nas megapozytywny. A wtedy przyszedł maj... Oby nie gorszy:)