wtorek, 19 marca 2013

Facet z młotkiem

   Ponieważ facet bez młotka wygląda jak... facet bez młotka, czyli,  że smutny to widok, to żeśmy wzięli i Natkowi młotek ów sprawili.  Młotek i śrubki i śrubokręt, i to drugie takie co ja nie wiem jak się to nazywa (to zielone - klucz chyba???), i deseczki i nakrętki i skrzynkę-warsztacik 2 w 1. 
   A wszystko rozkosznie drewniane, czyli takie, jak jam ostatnio kocham namiętnie. 
   I co? I się okazało, że co jak co, ale do czego młotek służy, to Natek jakimś swoim męskim zmysłem od razu wiedział i ku zgrozie matki i sąsiadów  (dziękujemy za wyrozumiałość) z wielką rozkoszą demonstrował.
   To ja mu tłumaczę, że zobacz synu, tu śrubeczki i bierz i wkręcaj. A on mi na to : "STUK! STUK! STUK! STUK! STUK!!!".
To zdjęcie zrobił sam Natek będąc bardziej zainteresowanym fotografowaniem niż pozowaniem.
Bardzo, ale to bardzo mi się ten warsztacik podoba.
Nie dość, że składające się na niego elementy są  duże i naprawdę starannie dopracowane, to moje serce całkowicie podbiło logistyczne rozwiązanie przenoszenia (i przechowywania narzędzi w pięknej, solidnej, drewnianej skrzyneczce, która po wysypaniu (jak zwykle z wielkim stukotem) zawartości i przewróceniu jej "do góry nogami" zmienia się natychmiast w  pocieszny warsztacik, na którym można dokonywać wszelkiej maści napraw. 
Co mi się jeszcze podoba? Kolorystyka.
Jasne, naturalne drewno + kolorowe, ożywiające całość i stymulujące Maluchowe oczka detale, ale nie przeładowane, tylko takie w sam raz.
Warsztat fajny jest i do wszystkiego jest. Podziurawiony ile się dało, daje wielkie pole do popisu w temacie przykręcania/odkręcania/wbijania/wyciągania. Uwielbiam patrzeć, jak male te paluchy majstrują przy śrubkach i nakrętkach. Jak sobie segreguje: tu śrubki, bo są cztery otwory z jednej strony i tam cztery gwoździe z drugiej i jest porządek.
Uwielbiam patrzeć, jak z jęzorkiem na brodzie wywalonym Niunio się koncentruje i siłkami swymi całymi próbuje przez Matkę zakręconą nakrętkę odkręcić. A jego rączki się trenują, aż miło. 
    Oczywiście skłamałabym, gdybym przy całych ochach i achach słów kilka o wadach nie napisała. A więc szczerze przyznać muszę, że tak, są. Po pierwsze, primo, jak się przyjrzeć to widać ludka (zdaniem Natusia jest to Bob Budowniczy), więc temu BB, od razu gdy go z pudełka wyjmowałam odkleił się kask. Niby nic, ale wkurza. Po drugie - tu w piersi się walnąć muszę, bo tak, ja to uczyniłam, śrubokręt się wyszczerbił kiedym z zapałem wielkim zabawkową śrubkę nim odkręcałam. Z jednej strony - tak być to nie powinno, ale z drugiej, nie ma się chyba czym martwić, bo taką siłą to chyba żaden dzieć nie dysponuje ;) 
    Aha. No i farba przy brzegach z deczka odpryskuje ( bardziej się przeciera).
Jednak biorąc pod uwagę, iż za zabawkę z przesyłką zapłaciliśmy 35 zł, jakoś mogę to przeboleć. Jak na swoją cenę i tak się nad podziw dobrze spisuje. 
I tak oto mam w domu mojego małego Majstra:) Teraz tylko czekać jak przyjdzie mi poobijane paluchy opatrywać ( i tak długo się uchowały:)). 
Zawsze gdy widzę Niunia z narzędziami wydelkamować muszę znaną Natkowi z książeczki o ulubionym bohaterze formułkę: "Bob wybiera swe narzędzie. Co mu dziś potrzebne będzie?"
Na co mały zawsze z zaangażowaniem odkrzykuje: "Pi-pa!" (Piła).