czwartek, 20 listopada 2014

Nie masz prawa bić własnego dziecka! Nikt nie ma!

To wydarzyło się dobre dwa lata temu i do dziś nie daje mi spokoju.
Plac zabaw.
Natan bawi się w piaskownicy, kilkoro dzieci huśta się na huśtawkach, inni zjeżdżają ze zjeżdżalni, jeszcze inni biegają, ganiają się,
Wtedy z małym, może trzy letnim chłopcem, przyszła na plac staruszka. Na oko dobrze po siedemdziesiątce. Zwróciła moją uwagę, zdziwiłam się, że ma jeszcze siły, by nadążyć za energicznym Bąkiem. Pełen podziw.
No to lepimy te baby, nagle patrzę - podopieczny starszej pani wybiegł za ogrodzenie i biegnie tuż przy ulicy. Rzut oka na babcię - w najlepsze zagadana, nie widzi. Krzyczę więc do niej - Pani malec wybiegł za płot. I szybko rzucamy się z mężem, by zainteresować czymś malucha. Sama go przecież nieuważna opiekunka raczej nie złapie.
Zagaduję dzieciaka przez siatkę, zabawki Syna mu pokazuję. Starsza pani dopada malca. Łapie go za małą rączkę i jak nie zacznie go bić. W pupę, plecy, gdzie popadnie. Tłucze go normalnie, potrząsa niczym marionetką, i zasapana cedzi przez zęby:
- Ja ci pokażę, gnoju jeden!!!Smarkaczu, ja ci dam!!!
...
Nie zareagował nikt. NIKT.
Ja też nie - po dziś dzień darować sobie tego nie mogę.
Wtedy sądziłam, że nie mam prawa, że nie powinnam się wtrącać.
Teraz wiem, ja też jestem winna. Bo mogłam ją powstrzymać, A nie zrobiłam tego. Ja i jeszcze 25 innych dorosłych osób na placu zabaw.
...
Dlaczego zamykamy oczy? Dlaczego udajemy, że nie widzimy, nie słyszymy, że nas to nie dotyczy?

Po pierwsze i chyba najważniejsze, dlatego, że boimy się, iż nikt nas nie poprze. Co by nie mówić, i czego nie pisać, wbrew licznym kampaniom (które mam wrażenie, niestety poza internet nie wychodzą i są jakieś zawiłe wg. mnie, ale to temat na inną dyskusję), rodzice nie stosujący klapsów, czytaj przemocy, wobec swoich dzieci to wciąż zdecydowana, ogromna mniejszość. Ja znam jednych takich rodziców. Mój mąż jeszcze jednych. I kiedy w rozmowach z mamami z placu zabaw zaczynam mówić, że my Natka nie bijemy, spotykam się ze zdziwionymi spojrzeniami, brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi, po czym mamy owe wracają dalej do rozważań, czy, tu cytuję: "czasem lanie dobrze dziecku robi" czy wystarczy zwykły klaps. 


Boimy się też reagować, bo nie wiemy jak. Krzykniemy: dzieci bić nie wolno. Znerwicowana matka dziecko za klamoty złapie, za blok zawlecze i tam jeszcze mocniej stłucze, wyładowując na nim również frustrację, za to nasze pouczenie. Albo inaczej. Czego mi się do wychowania dziecka wpier^%$#*&&sz?! - odkrzyknie. I co wtedy? Na spokojnie nie wytłumaczysz. Nie przebijesz się przez eksplodujące w twoją stronę obelgi. Policją postraszysz? A jak trafi ci się funkcjonariusz uznający jednak "wychowawcze klapsy" (od razu zaznaczam - ABSOLUTNIE NIE MA czegoś takiego. Klaps to nie wychowanie, to przemoc). To jeszcze tylko utwierdzi agresorkę w jej błędnym przekonaniu. A do sądu przecież walczyć z nimi nie pójdziesz.

Co więc można zrobić? Jak reagować? No właśnie. Odsyłam Was na stronę kampanii Rzecznika Praw Dziecka, gdzie można się kilku pożytecznych rzeczy w tej materii dowiedzieć (KLIK). 

Zaznaczam też tu, że jestem ZDECYDOWANĄ PRZECIWNICZKĄ PRZEMOCY WOBEC DZIECI. I nie rozróżniam "klapsów wychowawczych", "dyscyplinujących", "lań", "dotkliwych pobić". U mnie granica jest prosta: z jednej strony jest bijesz, z drugiej nie bijesz. Nie ma nic pomiędzy. Żadnych tłumaczeń, usprawiedliwień. My Natana nie bijemy. Uważam, że lepszej decyzji nie mogliśmy podjąć. I żadne argumenty zwolenników bicia do mnie nie docierają. A słyszałam już ich mnóstwo. Poruszę je w innym poście. 

A tymczasem kilka naszych sposobów na wychowanie bez przemocy:
- naturalne konsekwencje - jeśli Natan na przykład wyleje napój, musi go zetrzeć; jeśli coś zniszczy, musi spróbować to naprawić
- ustalanie jasnych granic - moje dziecko wie, że przed obiadem nie wolno mu słodyczy. Już się ich nawet nie domaga, kupione lub otrzymane cukierki zanosi do lodówki i sam stwierdza, że zje je po obiadku. 
- konsekwentność - jeżeli czegoś Natanowi zabraniam, to żadne płacze, krzyki, fochy nie są w stanie tego zmienić. Jeśli tylko skubnął obiad, nie dostaje deseru (do jedzenia nie zmuszamy). Jeśli nie mam w planach kupna zabawki, moje nauczone tak od małego dziecko, nawet się nie wysila by wymuszać ją płaczem czy rzucaniem się na podłogę. Ogląda zabawkę, po czym wychodzi ze sklepu.
- tłumaczenie - tak, tak. Ile można tłumaczyć? Do końca. Aż zrozumie. To, co dla nas oczywiste, to dla dziecka kosmos totalny. A kto inny ma pokazać mu świat, jeśli nie rodzice. Ja jestem zaszczycona, że mogę uczyć świata mojego syna. Często robię to też w formie pytań, bo to, do czego sam dojdzie w ten sposób zostanie mu w głowie na dłużej. Dlatego też zwyczajnie okropnie śmieszy mnie i jest żałosne tłumaczenie, że dziecku należy dać klapsa, bo... wyrywa się na ulicę. Natanowi tłumaczyłam od małego, jak się przechodzi przez ulicę. Zawsze przechodziłam z nim na pasach, rozglądając się przepisowo w obie strony. Mojemu dziecku do głowy by nie przyszło wyrywać się na ulicę. Dlatego też:
- bądź dla dziecka wzorem do naśladowania - dziecko najlepiej uczy się na przykładzie. Kiedyś w kłótni z mężem wyszłam trzaskając drzwiami. Kilka miesięcy później, gdy zabroniłam czegoś Natkowi, on zrobił dokładnie to samo. Wytłumaczyłam Mu, że tak nie wolno, że mama też tak nie może robić, że to był mamy błąd. Nigdy więcej tego nie powtórzył. Ja też nie. 

Uważam, że nic się nie zmieni, dopóki rodzice nie będą umieli inaczej wychowywać swoich dzieci. I dopóki nie zrozumieją, że NIE MAJĄ PRAWA BIĆ WŁASNYCH DZIECI. A żeby to zrozumieli trzeba to zacząć mówić. Głośno, wyraźnie, każdemu, zawsze.
"Bo ty to masz grzeczne dziecko" - tak, mój syn grzeczny się urodził (ironia). Nie kochani, ja to wszystko wypracowałam trzymając się powyższych zasad i po prostu go kochając. 


Wszystkim, którzy jeszcze mają wątpliwości, co do tego, czy warto dawać klapsy, czy nie - nie ma się nad czym zastanawiać. Od 2010 roku obowiązuje w Polsce ustawa zabraniająca jakiejkolwiek formy kar cielesnych wobec dzieci. Klapsów też. 

- Natuś, a kto może Cię bić?
- Nikt, Mamuś.
- Masz rację, Synku. Absolutnie nikt. A Ty, kogo możesz uderzyć?
- Nikogo. 
:)

2 komentarze:

  1. Niby to takie oczywiste, ale nie każdy to rozumie, że nie wolno bić dzieci... Mój 3 latek kiedyś powiedział "życzliwej" pani na placu zabaw, że nie wolno się bić. Taka była jego odpowiedź na jej złotą radę : "Jakby dostał porządnego klapsa w d*pę, to by się uspokoił". Nie trzeba bić dzieci by były grzeczne, ale to wymaga od rodziców anielskiej cierpliwości, niestety nie każdy ją ma :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że wiele zmieniłoby, gdyby ludzie wiedzieli, że nie mają prawa bić dziecka. Że to przestępstwo. Może wtedy znaleźliby cierpliwość, sięgnęli do rezerw. Bardzo dobrze Dziecko wychowałaś, normalnie dumna jestem. Mały człowiek uczy mądrości dorosłą babę... Ja również popieram: Nie bite dzieci są grzeczniejsze :)

      Usuń