poniedziałek, 1 lipca 2013

Natek małą farmę miał...

  Wiecie na co ostatnio nasz syn nas naciągnął? Nie, wcale nie na puzzle na zdjęciach poniżej, je ma już od po wielkanocy jakoś i układa sam już calusieńkie. No więc wyłudził od nas, jakkolwiek to zabrzmi, wizytę u fryzjera. No bo Tata do fryzjera pójść musiał, a że Tata zapracowany i z dzieckiem przebywa rzadko dość, pewne było, że Mały alarm nie z tej ziemi podniesie, gdy Tati wychodząc na "śpaciej" jego ze sobą nie zabierze. Idąc tym tropem, rzeczą równie oczywistą jest to, iż Tata sam z małym spokojnie się nie ostrzyże, bo kręcąc głową niemalże dookoła, to jest to awykonalne. No chyba żeby jakąś awangardę na głowie chciał - ale nie chciał. Wobec powyższych okoliczności urządziliśmy sobie zatem rodzinny wypad do fryzjera - zawsze to jakaś atrakcja:) 
   Tata na fotelu zasiadł a towarzysząca mu rodzina usadowiła się na krzesłach obok. Małe jednak wierciło się i kręciło, jakby wyraźnie czegoś mu brakowało. Biegało to to z krzesła na krzesło, autobusy z okna obserwowało, aż zapytane co Tata robi - "Ciach, ciach" odpowiedziało, po czym "Nana ciach ciach" stanowczo zażądało, a widząc naszą konsternację dodało jeszcze "plosię". No czy takim życzeniom można się oprzeć? Panie fryzjerki radochę miały straszną, bo taki mały klient, który marzy wprost, by go tu i teraz, natychmiast obcinano, to jednak zjawiskiem powszechnym raczej nie jest.  W podskokach więc na fotel go posadziły, pelerynę ochronną mu przyodziały i pani, która zawsze Nacia strzyże do dzieła się wzięła, a inne z uśmiechem z zaplecza się Natkowi przyglądając nadal niedowierzały, że nasze dziecko samo, dobrowolnie o strzyżenie się upomniało. 
   A jeśli mowa o tytułowej farmie - nie jest ona w sumie taka mała. 27 części, dość dużych części farmę tworzy zacną całkiem. Koń jest, krowa z synem, świnka i rodzinka w błotku się taplająca. Kwa kwa jest, jest mama be, tata be i syn (nie wiem, czemu z góry Natek zakłada, że każde małe na jakimkolwiek obrazku płci męskiej jest, ale cóż, puzzle jego, to i on tu zasady ustala i płcie rozdziela).

   Puzzli Czuczu przedstawiać chyba nikomu nie trzeba, a jeśli ktoś ich nie zna a dysponuje Bąblem w wieku lat mniej więcej dwóch, który oprócz demolowania lubi sobie czasem coś ułożyć, to ja polecam. Słodkie mają grafiki i urocze - zwierzęta są sympatyczne, mają żywe kolorki, kompozycja ułatwia Maluchowi pracę przez przemyślane cięcia - my od krowy zaczynamy, potem szukamy pupy mu, jak znajdziemy to szukamy syna, potem analogicznie - syna pupy, zaraz nam się automatycznie wtryndalają kurczaki, a od nich do rodzinki bee nie długa już droga. Do czego zmierzam? Na początku obrazek wydawał mi się skomplikowany, jednak zawsze jest jakiś punkt zaczepienia, jakaś zajawka kolejnego, jakaś noga, głowa, pupa czy inny brzuch, który jednoznacznie wskazuje gdzie go położyć i co będzie następne. 
 

Układanka Czuczu to konkretny, mocny karton, który się nie wymiętasza, nie rozrywa i nie odgina, gdy się go układa. To duże fragmenty, czyli coś przyjaznego dla Wszystkozjadaczy, my takiego problemu jakoś nie mamy, doceniamy jednak, że po puzzlach można się potarzać, ze świnką w błotku potaplać cz razem z kaczuszkami przejść się dróżką, tylko ciii, bo kotek w stogu siana aaaaa robi. 
 
 

   W puzzlach zakochała się matka. Wiedziałam, że Czuczu, ale nie wiedziałam które. Małego do sklepu wzięłam i on sobie farmę wybrał, a więc jeden dwugodzinny dylemat dla matki mniej. Bardzo do gustu mi przypadło pudełko, które nie dość, ze posiada formę walizeczki z rączką, to jeszcze jest niewielkich rozmiarów, więc wszędzie się mieści (a nie jak te irytujące olbrzymy 30 na 40 z dwunastoma elementami poniewierającymi się w środku) to jeszcze tak jest skonstruowane, ze musisz pomyśleć, jak te puzzle tam włożyć, bo byle jak włożone się nie mieszczą. Odkąd Mały tę zależność załapał, nawet sprzątanie stało się stymulujące (no o ile akurat jego Niewysokość posprzątać raczy;)).

   Uwielbiam układać z Nim puzzle. Tak uwielbiam, że czasem, jak Mały wyraźnie nie ma ochoty zmuszam go do tego sposobem;) Jak? Sama zaczynam układać i celowo kładę dany element źle. Mały uśmiecha się pod nosem to widząc, no przecież takie proste, a matka nie wie, no obciach i "źle mamo" i idzie już położyć dobrze. "Tiu pupa mu, mamo" tłumaczy matce tak najoczywistszej rzeczy pod słońcem nie kumającej i już chce uciekać, a wtedy matka strzela mu w kolana położeniem głowy konia przy kwi brzuszku. Nie no to już wymaga osoby światłej interwencji. No i Małe rad nierad, wzdycha i sam obrazek układa, bo jeszcze by ta zal kobieta głowę bee kotkowi położyła i dopiero by się narobiło;)
 

5 komentarzy:

  1. piękne puzzle, wyglądają na dość duży format:) a fryzjer jak wiadomo jest niezbędny dla prawdziwego faceta:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda, że urocze?:) Ich wymiary po ułożeniu to 98 na 33, więc pokaźny obraz z tego powstaje. A odnośnie fryzjera - macho musi wyglądać;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne puzzle! Z niecierpliwością czekam aż nasz Bąbel zacznie układać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Natek jakoś chwilkę po 2 urodzinach się nimi zainteresował i szybko pojął działanie puzzlowego mechanizmu, a teraz jak mnie uczy "Mamo tu, to pupa syna mu" to wymiękam normalnie:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czekam aż moj ten mniejszy podłapie układanie takich puzzli i kupię bo mi szalenie się podobają

    OdpowiedzUsuń