środa, 19 czerwca 2013

Mój psyjaciel Kjólik

   Nataś ma od niedawna słodkiego, małego długouchego przyjaciela. Kjólicek Mały mu na imię. Jest to imię robocze, nadane szarakowi przez Matkę, jednakże póki co z powodzeniem funkcjonuje. Skąd Kjólik przykicał? Ano z konkursu, który Matka dziecku, kciuki do bólu zaciskając i resztki weny z mózgowych zakamarków wygrzebując, dzięki uprzejmości Eco Bawek wygrała. Odę do Kjólika stworzyłam żem, a że z Kjólicka poczciwy szarak, nie dał się prosić.








Kjólicku Mały jeśteś wśpaniały
Plosię Cię sklomnie – psykicaj do mnie.
Ja Cię pokokam baldzo oglomnie.
Jestem malutki, dwa latka mam,
Lec jak jus kocham to zawse dbam.
Będę cie tulał, będę Cie lulał,
Będę ci pyscka dzemem ubludzał.
Ubludzał pyscka? Bois się tego?
Psecies to fajne mały kolego.
A w piaskownicy zlobię ci babke,
Potem nasypam piasek pod capke.
Będzie nam jazem cudownie tak,
Psed nami wielki, ogjomny świat.
Kjólicku Mały jak jus psykicas
Ja ci bajeckę piękną pocytam,
Złapie za usko, piknie seldusko ,
Noskami miziać będziemy się.
Wiem, ze jest wiele dzieciów na świecie,
Lec plosę, Kjólik, no wybies mnie.



    Miałam nadzieję, że Syn mój powita nowa zabawkę entuzjastycznie. Przewidywałam, że Kjólik stanie się jego ulubioną przytulanką. Jednak jak się okazało, z pokaźnej paczki wyłonił się nie przedmiot, a ...przyjaciel. Chłopaki zakumplowali się od pierwszego wejrzenia. W Kjóliku Natka najbardziej zafascynowały...buty. No ma Kicek girkę 20 rozmiar, zacną zatem. Syn mój obwieścił, iż wobec że Zając ma buty, to będzie sam chodził. I konsekwentnie "Jękę daj" go wszędzie za sobą prowadza. Choć w sumie to zając raczej się za nim czołga, jak to bardzo obrazowo Męż mój ujął. No, ale idą. Czasem Kjólik zechce na "jączki", to go Dziecię nasze poniesie metrów parę, po czym stwierdza (ciekawe za czyim przykładem;)), że nie ma już siły i Kjólik musi sobie radzić na własną, że tak powiem, nogę. Po powrocie do domu, buty szarakowi się zdejmuje i Natek odnosi je na półkę, gdzie ustawia obok swoich (gdy pierwszy raz zobaczyłam, jak Natek buty te tarabani na przedpokój, omal ze śmiechu nie padłam). Rozmiarem niewiele się od Natkowych różnią.
 
   Kjólik służy do wszystkiego i towarzyszy Natkowi wszędzie. Idziemy do sklepu po wędlinę. "I Kjólik teś". Nacio ogląda bajkę - i Kjólik też. Do piachu, na huśtawkę, nawet - o zgrozo! - na zjeżdżalnię, Kjólika ze sobą zaciągnąć trzeba. Kjólik był z nami na grillu, z Kjólickiem się śpi. Się jeździ jeździkiem. A jak Kjólik nie stoi sam to dramat jest. I ulga, gdy Matka przy zabawce pomajstrowawszy, do pionu ją ustawi.
 
 

   Kjólicek ma na sobie bardzo starannie wykonane ubranko, które można mu bez problemu zdjąć. Jak jest za gorąco ściągamy mu bluzę, do spania zdejmujemy też spodnie, i wtedy radocha, bo Kjólik ma gołą pupę. Na niepogodę Szaraczek też jest przygotowany - w zestawie miał cieplutką czerwoną czapę i szaliczek. 
   Mnie Kjólik urzekł tym, że jest maskotką niekudłata - a to bardzo cenna cecha, kiedy ma się dziecko z uczuleniem na kurz. Poza tym wykonany jest z ekologicznego, naturalnego materiału, mam więc pewność, że Niunio nie wymacuje z niego żadnej chemii obrzydliwej. A poza tym, co tu dużo mówić, słodki jest i już a jego uszy... cukier sam:)
 
 
 

2 komentarze:

  1. Witam! Szukam chętnych blogujących mam do testów książeczek Tilox dla chłopców, więcej informacji tu: http://filcowewybryki.blogspot.com/2013/06/blogujace-mamy-chopcow-poszukiwane.html , zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  2. no pięknie się Młody bawi ze swoim nowym kumplem! pozazdrościć takiego kompana!

    OdpowiedzUsuń