niedziela, 19 maja 2013

Magia drewna, tajemnice szklanych kulek i tęcza

   Uwielbiam drewniane zabawki. Za ich piękno, prostotę, za magię w nich zaklętą. Nie wiem, jak to jest, ale plastik tak nie umie zaczarować, zachęcić, do zabawy zanęcić. Kocham dotykać i macać, wąchać, szukać zapachu lasu. Drzemią w nich wszystkie leśne baśnie, tajemnice elfów. I mimo mało romantycznej obróbki, one tam są, wystarczy zapukać, ucho przyłożyć - odezwą się. Ktoś kiedyś powiedział, że zabawki napędzane wyobraźnią są o niebo lepsze od tych zasilanych bateriami... Święte słowa. 
   Nasze drewno przyodziało się w tęczę. Takie połączenia, to jest to. Nie mogę patrzeć na te klocki, nie mogę się nimi bawić i się nie uśmiechać, ot, taka chromoterapia  One mi po prostu humor poprawiają. 
   Kilka drewnianych kolorowych bajecznie klocków, kilka elementów toru i parę szklanych kulek (zielonych, z tym magicznym błyskiem kuszącym w nich uwięzionym). Tak niewiele, a możliwości zabawy nieskończone. Nic nie strzela, nie gra, nie piszczy i nie świeci obłędnie, a moc jest. Są emocje i wielka radocha. Czemu? Bo kulka leci, bo goni ją druga i kolejna i pac! spadają. Tak zwyczajnie.
    Tor najpierw trzeba zbudować (to już Tata, Tata się zna), trzeba wymyślić, pogłowić się jak to połączyć, żeby wszystko ze sobą współgrało, żeby ta kulka drogę pokonała, żeby nie utknęła, bo wtedy uuuuu, zawiedziona minka, ale zaraz śmiech i łapka poprawia i kulka brnie dalej. Oooo, kujka!!!! Ale czasem tor pada, nóżka niechcąco tknęła, pupka zaczepiła, bo Małe wiercące, kujkę złapać musi. Wielki łomot. Bam, bam!!! I Tata powietrze nerwowo wypuszcza, tyle pracy. Albo za tym sto osiemdziesiątym razem już się nawet wkurzy, buduj sam, powie, ale wtedy buziak i stoosiemdziesiątypierwszy raz jest wznoszona konstrukcja. I kulki śmigają. 
 Tor to zabawka w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo stymuluje, bo wyobraźnię pobudza, bo uczy zasad fizyki tych, którzy nawet się nie domyślają, że takowa istnieje. I logiki, i planowania przestrzennego, i przewidywania, i zręczności, i..., i..., i... . Jak się bawi Tata, to tor ma wiele pięter, zawijasy jakieś zmyślne, galimatiasy i cuda na kiju. Jak Mama - to dwa poziomu i czasem jeszcze kulki z boku wypadną, bo taki klocek odkryliśmy. Ale kulki latają, niestrudzenie krążą. Czasem tor to nie tor, tylko tunel, albo droga dla traktorków i bumów. Innym razem, kiedy Niunio się bawi sam, toru nie ma w ogóle, jest za to pociąg. Aha. A Niunio się bawi. To nie zabawka z tych, co naciśniesz dwa razy i w kąt. Pewna jestem, że upalne południowe godziny spędzane w domu będą do "kujek" w dużej mierze należały:)

2 komentarze:

  1. zapraszam na wyniki konkursu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo nam sie te klocuszki spodobaly. Chcemy wlasnie cos podobnego Kubusiowi kupic. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń